Ulica Chałubińskiego

Ulica Chałubińskiego

Gdyby długością zakopiańskich ulic mierzyć zasługi ich patronów, nawet kompletny ignorant historyczny stwierdziłby, że Tytus Chałubiński to był Ktoś. I słusznie. Nikogo innego nie nazwano „Królem Tatr” i niczyj przyjazd nie był takim świętem – paradnie ubrani górale wyjeżdżali konno na spotkanie doktora, a zebrani na Krupówkach goście, wykrzykując powitania, machali zamaszyście chustkami i czapkami.

Ulica Chałubińskiego, mimo swych 1100 m, może się niemiłosiernie dłużyć, zwłaszcza pod górę, a monotonię zabudowy – wille, wille, wille – z rzadka tylko ożywia coś zaskakującego. Dlatego początek można określić jako nietypowy – dla idących pod górę po lewej stronie za skromnym sklepem rowerowym stoją dwa tyrolskie domy drewniane (nr 3 i 3a): Bezimienna i Pomorze. Są bardzo ładne, trochę przysiadłe ze starości, wybudowano je w 1894 r. i, co wyraźnie rzuca się w oczy, jedna jest lustrzanym odbiciem drugiej. Były posagiem córek z rodziny Langierów – pierwszych właścicieli. Potem służyły jako pensjonaty, dziś są w nich mieszkania prywatne. Po prawej stronie stoi hotel Ermitage (nr 8) z restauracją o tej samej nazwie. Przy Chałubińskiego 5, czyli powyżej tyrolskich sióstr, można obejrzeć jeden z pierwszych domów w stylu zakopiańskim projektowany przez Stanisława Witkiewicza -willę Rialto, dość zniszczoną, choć zdolną jeszcze przy sprzyjającej aurze błysnąć dawną świetnością.

W tym domu, wybudowanym w 1898 r., ozdobionym pięknymi ornamentami pod oknami i na balkonie, mieściło się pierwsze w Zakopanem sanatorium przeciwgruźlicze prowadzone przez lekarza Mariana Hawranka, który zmarł na gruźlicę w wieku zaledwie 35 lat.

DOKTOR TYTUS CHAŁUBIŃSKI (1820-1889) – Przybył do odkrytego już Zakopanego, kiedy stawało się ono modne i kuszące dla artystów, estetów. miłośników przyrody i ludzi energicznych. Jak głosi plotka z epoki. Chałubińskiego ściągnęła do stóp Tatr wieść, że przebywa tu Helena Modrzejewska, do której pałał głębokim afektem. Został obdarzony przez górali zaufaniem i przyjaźnią. Stało się to po epidemii cholery, szalejącej od 1 września do 10 października 1873 r., kiedy Chałubiński z poświęceniem leczył chorych i z godną podziwu wytrwałością wtłaczał im zasady higienicznego życia. Działalność Chałubińskiego w Zakopanem była niezwykle wszechstronna: leczył, organizował Towarzystwo Tatrzańskie, propagował klimat Tatr, udzielał się w wielu dziedzinach oraz chodził w góry. Były to barwne, jedyne w swoim rodzaju pochody na podobieństwo antycznych dioniżjów; chociaż zamiast nimf i faunów angażowali się miejscowi – rozmach i oprawa były porównywalne. Na kilkudniowe wyprawy zapraszał gości i gromadę górali, w tym najsłynniejszych przewodników tatrzańskich: Wojciecha Roja, Macieja Sieczkę, Szymona Tatara Starszego, Jędrka Walę Młodszego. Zabierano posiania, namioty, sprzęt górski, spore zapasy jedzenia i samowar. Doktorową Chałubińską, z racji pokaźnej tuszy, niesiono w lektyce. Pochodowi przygrywała kapela Bartusia Obrochty: koniecznie musiał iść Sabała. Po marszu stawano obozem na hali lub w dolinie, rozpalano ogień i ucztowano. Kiedy zmęczone towarzystwo szykowało się do noclegu, na scenie pod tatrzańskim niebem zasiadał zapewne Sabała i zaczynał snuć opowieści.

Do kręgu przyjaciół Chałubińskiego należeli: ks. Stolarczyk, Helena Modrzejewska, Stanisław Witkiewicz. Ignacy Jan Paderewski, Walery Eliasz-Radzikowski i inni. W jego zakopiańskim domu – dziś już nie istniejącym – skupiło się kulturalne i towarzyskie życie miasta.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.